Ciekawostki
O tatrzańskich śniegach...

Niebieskie niebo, słońce, nowe narty, ładna dziewczyna... i wspaniały śnieg, oczywiście
powyżej 2 m grubości o tym marzy każdy narciarz... A tym razem opowiemy o niegdysiejszych
śniegach... o czasach kiedy "białe szaleństwo" dopiero zaczęlo zmieniać Zakopane w
"zimową stolicę Polski"...kobiety jeździły w... spódnicach i kapeluszach z kwiatami.. a
chłopcy zakopianie szaleli po firnie, puchu i innych ŚNIEGACH...
Kiedy zakopiańskie lato pozwala odpocząć wymęczonym deskom przez 5- 6 miesięcy od śniegu, niektórzy myślą już o nadchodzącym sezonie. A kolejny sezon to śnieg, bo narciarz jeździ po śniegu, to prawda powszechnie znana i fakt. O śniegu marzą dzieci. Dla laików śnieg jest biały, a padające płatki przywodzą na myśl zimę, choinkę i monotonną biel na polach. Narciarz jeździ po śniegu- prawda oczywista. I dlatego właśnie słowo "śnieg" nic narciarzowi nie mówi. Śnieg ale jaki ? Puch, cudowny firn czy piekielna łamliwa szreń przetykana kalafiorami ? Gips, boraks, gangle, sparszywiały śnieg odwilżowy, złączony z podłożem czy lecący na dzwięk głosu ludzkiego ? Gdyby pierwsi narciarze wiedzieli więcej o kaprysach tatrzańskiego śniegu, kto wie, czy narciarstwo wogóle by się rozwinęło... Co prawda, kiedyś padały na Podhalu takie śniegi, że zimą nie można było się przekopać z jednej strony Krupówek na drugą, a sanna trwała aż do maja. Było to jednak bardzo dawno, tak dawno, że nikt tych śniegów nie pamięta. Tatry nie grzeszą śnieżną monotonią. Bywa, że czasem cała zima mija szaro i bezśnieżnie. Zdarza się również, że śnieg zaczyna prószyć w lipcu, a we wrześniu na dobre już przykrywa góry. I zgadnij bracie, jaka dla narciarza najbardziej odpowiednia pora ? Bywa w lutym, zielona trawka na Gubałówce i bywa taki marzec, że z deskami na plecach trzeba leźć pod Zawrat, aby zjechać między łysinami suchych traw i kamieni (w stonę Pysznej).

Grupa narciarzy podczas
odpoczynku w "kurniawie" -
zdjęcie ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem
Marzy się nam śnieg pełnej zimy - puch i wymarzony firn, ulubiony śnieg
wiosenny. W duchu klniemy natomiast tępy śnieg odwilżowy, gangiel, gips i szreń
łamliwą, którą kiedyś Józef Oppenheim nazwał jasną cholerą zywota narciarza
tatrzańskiego. A jak było kiedyś, przed 50 i 60-ciu laty ? Czy zimy rzeczywiście
były takie śnieżne, że stare schronisko na Pysznej odkopywano spod wielometrowychn
zwałów śniegu ? Jak to bylo z dawnymi zimami ?
Tak dawne zimy to było coś. Gdy narciarze SN PTT w roku 1911 szli na Pyszną,
do schroniska, to przypiminało ono raczej wielką kupę śniegu a nie pyszniański
przybytek. Śniegu było dużo, nieraz bardzo dużo. Chociaż gwoli tzw. prawdy historycznej,
zdarzały się zimy, gdy starzy wyrypiarze narzekali, na brak sniegu i chodzili
na narty do Pięci Stawów, bo gdzie indziej go nie było. Na początku, w czasach
nazwijmy je pionierskich o śniegu wiedziano niewiele. Nawet sam Mariusz Zaruski
otarł się o "śnieżną śmierć", gdy zjeżdżał z Kordysem z Polskiego
Grzebienia podcinając "deskę snieżną". Doświadczenie uczyło jednak
o gatunkach śniegu, lawinach, nawisach, kurniawie i innych atrakcjach żywota
narciarza tatrzańskiego. A jest tego niemało.
Zacznijmy od Jegomości PUCHU
Zacznijmy historię o dawniejszych i współczesnych śniegach od jegomości
puchu. Puch to śnieg pełnej zimy, padający ogromnymi
pięcioramiennymi gwiazdkami przy mrozie, pokrywa ziemię grubą pierzyną puchową.
Jazda w tym śniegu to pływanie w białej masie, przyjemność gwarantowana, o ile
słonko nie ogrzeje naszego bohatera zbyt mocno, wtedy spuszczamy nos na kwintę
bo wilgotny puch doskonale klei się do desek. O puchu kiedyś pisał Oppenheim:
idealny śnieg zimowy puch - miewa już swoje kaprysy. Zbyt wiele puchu na zboczu
pachnie lawiną, a torowanie w świeżym, nieuleżałym puchu, szczególnie przy dłuższej
wycieczce , wypompować mogłoby Herkukesa, gdyby jeździł na nartach. Faktycznie
torowanie w puchu to mordęga, ale zjazd wynagradza mozolne podejścia. Czasami
pada go tak dużo, ze odkopanie wyciągów w kotłach Goryczkowym lub Gąsienicowym
trwa cały dzień. A w tedy pracownicy PKL na Kasprowym przeklinaja w duchu ulubiony
ten śnieg narciarzy. Są też śniegi podobne do puchu: Niestety, bardzo rzadko
pojawia się w tatrach szeleszczący kuzynek puchu, błyskotliwy boraks, śliczny
śnieg z gwiazdek mrożonych powstały, gdy mróz ciężką mgłę górską osadzi sprowadzxając
słońce. Równie rzadka jest zimowa imitacja firnu, śliska, przemarznięta kasza,
sypiąca się jednak chętnie lawiną. te dwa gatunki śniegu należa do rodziny śniegów
łaskawie usposobionych dla łydek narciarza {W stronę Pysznej}.
Po szreni i po firnie....
Zima czasami nie oszczędza narciarzy i zsyła szreń. Łamliwa szreń to czarna
rozpacz narciarza, tyleś się chłopie natrudził aby wejść na nartach na taką
czy inną przełęcz, a tu zamiast cudownego zjazdu, miodem smarującego serce,
masz łamliwą szreń, zjazd ze struchlałym sercem, przy skowycie pękającej szreni.
Na łamliwej szreni technika zawodzi, czasami pomaga przeskakiwanie, albo jazda
zakosami. Ale często ta "narciarska imrowizacja " kończy się klasycznym
leceniem na pysk. Po odwilży tworzy się lodoszreń, twarda skorupa, po której
jeździ się doskonale.. o ile ma się ostre krawędzie. Tu warto przypomnieć opowieść
Józefa Krzeptowskiego o wypadku w Cichej ( opowieść otrzymałem od Józefa Pitonia).
Jak kumotrzy sukali paniusi...
Przed wojną, zimą, szła wyprawa TOPR pod Świnicę, po turystkę, która tam zaginęła. Wracali potem wieczorem na nartach na Kasprowy, a pochód zamykał Stanisław Gąsienica z Lasa. A miał stare narty, jesionki, bez krawędzi, które na lodoszreni trzymały na słowo honoru. Na trawersie narty Stanisławowi ujechały i poleciał dołu. Ratownicy dopiero na Kasprowym zobaczyli, że Stanisław kansi sie zadział. Tymczasem on spadł do Doliny Cichej, jedną nartę mu złamało, miał tylko jeden kijek. Zszedł na dno doliny i pojechał na jednej narcie do szałasu w Tomanowej Luptowskiej. Wchodzi do środka, nazbieroł drewna i chcioł palić watrę, a tu zapałki zamokły. A był mróz. Więc żeby nie zamarznąć to chodził po szałasie całą noc, w jedną i drugą stronę. Rano ratownicy wyjechali na Kasprowy , patrzą a tu ktoś idzie Cichą. To Stanisław z Lasa ! Wołają, coby mu pomóc. A on, że nie chce. O tej jednej narcie wyszedł na Suchą Przełęcz, a ci go obstąpili i pytają jak było, co robił. A Stanisław: Psiokrew bestyjo. Zjechołek na noc do sałasa w Tomanowej Luptowskiej, a coby nie zamarznąć to tońcyłek do rania ciarlestona! Jak widać dawnym narciarzom humoru nigdy nie brakowało. Szreń ma także wiele odmian: Zwykła szreń, której twardośc może się wahać od miękkości zamarzającej grudy po matoiwą twardość chińskiej porcelany, dla rozmaitości zakwitać może chropowatym kalafiorem, wyboistym ganglem, tępym gipsem, otwierając urozmaiconą listę zmiennych śniegów tatrzańskich, męczących niesłychanie nogi, a groźnych dla ścięgien, kości, nart i zębów narciarza. W terenie podobne śniegi wymagają bardzo ostrożnej jazdy, niepopuszczania ani na moment nart, starannego wypatrywania drogi i szybkiej orientacji po odcieniu śniegu, aby nie ulec gwałtownemu zahamowaniu lub szarpnięciu. {W stronę Pysznej}.
Wiosenne spotkania z niedźwiedziami
Wiosną czasami tworzy się inny gatunek śniegu, ukochany przez narciarzy,
mianowicie - firn. Marzeniem każdego narciarza
jest jak wiadomo firn, legendarny śnieg wiosnenny, częściej opisywany w kurjerkach,
niż oglądany w nieskazitelnej swej formie w Tatrach. Słońce musi go wysmażyć,
a mróz zamrozić, naprzemian przez parę dni jednolietej pogody, ale o ile się
trafi, zezwala na wszelką brawurę, ewolucje, lekceważenie stromizn i lawin,
przy podejściu jak i zjeździe. Jednakże należy pamiętać, że pod wieczór lub
w chmurny dzień firn zmienia się w szreń. Tyle Oppenheim. Gdy w marcu zimowy
puch jest zamrażany nocą a roztapiany w ciągu dnia kryształki śniegu w cudowny
sposób zmieniaja się w śnieg tryskający spod desek wesołą strugą - firn. Firnowi
zawsze prawie towarzyszy piękna pogoda. Wtedy narciarze zamieniają się w plażowiczów,
jeżdżących bez podkuszulka, czasani nawet w krótkich spodenkach. Na halach kwitna
krokusy, a w powietrzu unosi się zapach wróżący szybkie nadejście wiosny. W
dawnych czasach czekano na firn jak na zbawienie.
Ale firn to także przebudzone po śnie zimowym misie brunatne. Kiedyś Oppenheim
wracał wiosną z towarzystwem przez Lodową. Warunki znakomite, firn, lazur nieba,
nastroje doskonałe. Narciarze rozciągnęli się w dolinie Jaworowej, każdy jechał
jak chciał. Opuś wpadł na polanę, a tu przed nimo stoi na zadnich łapach ogromne
niedźwiedzisko, wzrok zbójecki, boki zapadniete, widać, że ledwo co wstał z
barłogu. Stali tak naprzeciw siebie długo, Józio nie pamięta ile, ale długo.
Druga nadjeżdżała lwowianka Domaniewska. zakręciła przed Józiem a widząc niedźwiedzia
powiedizła: Ta, ja ci Józku, dziękuję za taką dolinę ! Niedźwiedź schował się
w kosówkę. Przy firnie fantazja narciarska ponosi na najstromsze stoki, żleby
i szczyty. Oppenheim zjechał w kwietniu 1925 r. z Koziej Przełęczy, pewnie przy
firnie, a jego "wężowe ślady" widywano na Rohatce, Lodowej, Żelaznych
Wrotach, Heniu Bednarski, zwany popularnie w Zakopanem "Bednarzem",
kochał "telemarki" na grani Czerwonych Wierchów, które wykonywał z
idealną precyzją właśnie po firnie. Firn i puch to przyjaciele łydek narciarza,
a szreń i mokre śniegi odwilżowe to utrapienie i zmora kochających "białe
szaleństwo". Dlatego ich nie polecamy. Nie polecamy także jazdy nocą, chociaż
atrakcje murowane ! Przekonał się o tym dobry narciarz, ratownik TOPR i przewodnik
tatrzański, Józef Krzeptowski. Po dyżurze na Kasprowym zjeżdzał na Goryczkową
ze swoim przyjacielem Tadeuszem Gąsienicą - Giewontem. A było już ciemno, śnieg
świerzy i w końcu Józka, jak to się mówiło postawiło na głowie, zrobił kilka
salt. Cały był w śniegu, miał go pełno w ustach , za koszulą, jednym słowem
był cały biały. Kolega podjechał do niego i podał mu odpietą nartę, a Józek
klęknął wtedy na śniegu i przeżegnał się. Tadek się go pyta: Cos to Józiu robis!
A Ujek : Dziękuje Bogu co to śnieg, a nie błoto!. Śnieg to także lawiny. Biała
śmierć to wielkie niebezpieczństwo. W czasach kierownictwa Oppenheima wypadków
lawinowych było wiele. najtrudniejsza była akcja w Cichej w styczniu 1939 r.
kiedy lawina zasypała kilku narciarzy, wyprawę prowadzono przy ogromnym mrozie,
styliska łopat pękały przy przekopywaniu mas śnieżnych. Lawiny idą najczęściej
przy odwiliży, a zimą groźne są lawiny pyłowe i deski śnieżne, i nawet stoki
Kasprowego nie są od nich bezpieczne ! W roku 1956 lawina zasypała Marcinowskich
na Goryczkowej i zniszczyła schronisko.
Śnieg ma nawet własny, kolor, można powiedzieć śniegowy: W Tatrach człowiek
nie jest pewien nawet typowej barwy sniegu. Był kiedyś w Hlińskiej Dolinie śnieg
przedziwnie żółty, pocętkowany deszczem na szaro. Śnieg zlodowaciały mieni się
błękitem. We mgle sinieje. Pod wieczór staje się różowy. Ostatnio pokazują się
śniegi szare, prawie popiołkowej barwy,. Ktoś widział śnieg czerwonawy. Ale
to już nabytki całkiem nowej doby {W stronę Pysznej}. Najwięcej śniegu w Zakopanem,
a raczej w Tatrach, na Kasprowym, jak podaje kierownik obserwatorium, Jan Trzebunia,
było 15 kwietnia 1995 r - 355 cm, w Pięci Stawach największa pokrywa 404 cm,
a w Zakopanem zaraz po wojnie ponad 120cm.
Po tym wszystkim niejeden zapyta, po co w takim razie jeździć na nartach,
skoro i łamliwa szreń, i lawiny, i deski snieżne, lód na grani, tam gdzieś sobie
najlepszą jazdę obiecywał. Więc po co ? Dlatego, że cały urok narciarstwa polega
na tym, że nigdy nie wiesz w 100% co cię czeka na tej czy innej górze, a w tym
chyba tkwi najwiekszy urok życia i nart poniekąd....

Wojciech Szatkowski
![]() |
Sekcja
Narciarska Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego
|
|
|
ul.
Kasprusie 42 34-500 Zakopane tel. fax. 018/ 20 155 - 12
|
||